Liczba wyników na stronie
10

Wiara czy tęcza?

Obydwie.

Wiele osób uważa, że to niemożliwe.

Rozumiem, że wiele osób tak uważa, ale zapewniam, że jest to możliwe, choć trudne. Nasza fundacja, a wcześniej nieformalna grupa Wiara i Tęcza, jest na to najlepszym dowodem. Zaczęliśmy się ponad dekadę temu spotykać i organizować najpierw w Poznaniu, a potem w innych miejscach Polski. Początkowo dominowali wyraźnie katolicy, a dzisiaj jesteśmy o wiele bardziej ekumeniczni i mamy przedstawicieli rozmaitych wspólnot. Ta potrzeba spotkania wzięła się między innymi z tego, że Kościół katolicki mówi nam ciągle, że albo wiara, albo tęcza, a my nie godzimy się na taki podział.

Ile osób jest w orbicie Wiary i Tęczy?

Kilkaset i ciągle przybywają nowe.

Zawsze lubiłeś być w cieniu?

Mama mnie nauczyła, żeby się nie wychylać, że cień jeszcze nikomu nie zaszkodził. Myślę, że to się brało po części z jej małomiasteczkowych kompleksów. Pamiętam, jak mi mówiła, że do partii nigdy nie należała, ale do "Solidarności" też się nie zapisała, bo tak było bezpieczniej. I może miała rację - przez całe życie pełniła jakieś funkcje kierownicze. Ja parokrotnie próbowałem liderowania, ale raczej nieśmiało. Szybko się zorientowałem, że wolę zajmować się sprawami z tylnego siedzenia.

Tisze jediesz, dalsze budiesz - mówi znane rosyjskie porzekadło.

To prawda, jednak myślę, że w moim przypadku to się bierze z większego przywiązania do kwestii merytorycznych, myślenia eksperckiego, pierwszeństwa wiedzy przed emocjami. A takiemu podejściu do spraw lepiej służy drugi szereg.

Jesteś osobą raczej koncyliacyjną, nastawioną bardziej na rozwiązanie problemu niż dramę?

To jest coś, co wiążę z wiekiem. Im człowiek starszy, tym mniej niedojrzale emocjonalny, co oczywiście nie znaczy, że nie potrafię tupnąć. W Grupie Stonewall, którą współtworzyłem i w której zarządzie jestem od początku, liderem miał być i jest Arek Kluk, bo to przede wszystkim jego dziecko, jego zaangażowanie, jego nieprzespane noce. Od początku go w tym wspieram, ale nigdy nawet do głowy mi nie przyszło, żeby być szefem naszego stowarzyszenia. Taka jest moja rola i taka natura.

całość wywiadu w książce "Inny Poznań"

Teatrem zajmujesz się prawie tak długo, jak ja żyję.

Pierwszą recenzję napisałem w latach osiemdziesiątych ze spektaklu Żabka i lew w Teatrze Lalka w Warszawie, więc może siedziałeś na widowni.

Lubiłeś pisać recenzje?

Tak, choć wtedy było to zupełnie inne pisanie niż później. Kiedy zaczynałem, byłem ledwie maturzystą, a moje ostatnie teatralne recenzje publikowałem w tygodniku "Przekrój" dekadę temu, kiedy byłem już dojrzałym facetem. Zresztą pracowaliśmy tam razem.

Kiedy wymyśliłeś zajmowanie się teatrem?

W trzeciej klasie liceum postanowiłem studiować wiedzę o teatrze. Wiedziałem, że chcę się nim zajmować, ale nie jako artysta. Moi rodzice - inżynier i lekarka - uznali tę decyzję za nieszczęsną. Mimo to zostałem umówiony po linii partyjnej, bo tato był w partii, na spotkanie z towarzyszem Jerzym Koenigiem, wielką postacią polskiego teatru, by ocenił, czy ta moja decyzja ma jakikolwiek sens. Koenig, w ramach sprawdzenia mojej przydatności, poprosił mnie o napisanie recenzji. Napisałem więc recenzję z Wyzwolenia w reżyserii Kazimierza Dejmka w Teatrze Polskim w Warszawie. Koenig tę moją recenzję nawet pochwalił, ale powiedział, że jest byt szkolna i jeśli poważnie myślę o teatrze, powinienem zajrzeć do recenzji Antoniego Słonimskiego - to jest wzór ostrego, atrakcyjnego pisania o teatrze. Zrobiło na mnie wielkie wrażenie to, że można tak pisać.

Kiedy wyjechałeś z Poznania?

W 2015 roku, mając dwadzieścia cztery lata. Poznań stał się dla mnie zbyt małym miastem. Czułem, że tu już nie pójdę dalej, że coś się wyczerpało, więc skorzystałem z okazji, jaką była propozycja pracy dramaturga w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie, co było zresztą skokiem na głęboką wodę. Ta przygoda trwała dwa lata i się skończyła, kiedy w 2017 roku Jan Klata przestał być tam dyrektorem, w konsekwencji i ja złożyłem wymówienie. Z Krakowa wyjechałem prosto do Amsterdamu. Oczywiście wpadałem do Poznania na chwilę - a to zobaczyć się z siostrą, a to odwiedzić rodziców w Plewiskach, a to pojechać z ojcem na działkę do Dolska, a to wypić piwo ze znajomymi i dalej w drogę. Pierwszy raz na dłużej wróciłem, gdy pracowałem nad wystawą Kreatywne stany chorobowe: AIDS, HIV, RAK w Galerii Arsenał, organizując jednocześnie w Polsce pokazy mojego spektaklu o HIV An Ongoing Song

Co to był za powrót?

Powrót z pytaniem, kto i jak mnie w Polsce przyjmie z HIV. Kto będzie moim sojusznikiem? Kiedy wyjeżdżałem z Poznania, Arsenał prowadził Piotr Bernatowicz. Traktowałem wówczas to miejsce jako nieprzyjazne. Dopiero pod kierownictwem Marka Wasilewskiego i Zosi nierodzińskiej stało się ono zupełnie inną, solidarną instytucją. Do tego Andrzej Pakuła, którego znałem jeszcze ze starych czasów, zaczął prowadzić Pawilon i tworzyć tam ciekawy program, a dyrektorem artystycznym Teatru Polskiego został Maciej Nowak. Mówiąc krótko, w Poznaniu pojawiły się publiczne przestrzenie przychylne takim osobom jak ja.

całość wywiadu w książce "Inny Poznań"

Zaczniemy od zaimków?

On/jego.

Dlaczego to jest dzisiaj dla ciebie tak ważne?

Bo jakieś półtora roku temu zdałem sobie ostatecznie sprawę, że niekoniecznie mieszczę się w binarnym podziale świata. Nie mówiąc już o tym, że jestem osobą androgyniczną i szczególnie kiedy miałem długie włosy, wprowadzałem w płciową konfuzję niejedną osobę. 

Jak więc określasz swoją tożsamość?

Jestem osobą niebinarną i być może zawsze nią byłem, tylko nie znałem jeszcze słowa niebinarność, które pojawiło się stosunkowo niedawno. Używam, jak widzisz, zaimków męskich, ale żeńskie mi w ogóle nie przeszkadzają. Zresztą mając kiedyś włosy do pasa, ciągle słyszałem: "przepraszam panią". Dzisiaj nie identyfikuję się z żadną płcią i bardzo mi z tym dobrze.

Sue Bartel, z którą także rozmawiam w tej książce, mówi, że długo określała się jako osoba biseksualna, bo nie znała innego terminu, który byłby bliższy jej tożsamości. Dzisiaj już taki termin jest - w jej przypadku to panseksualność. Ciekawe jest to, jak wyzwalający dla wielu osób queer jest ten plusik po LGBT.

W 2020 roku mnie i mojego partnera zaatakował na Dworcu Zachodnim w Poznaniu niedoszły nożownik. Sprawa stała się bardzo głoś­na medialnie i Tomek Nyczka z "Gazety Wyborczej" zrobił ze mną wywiad. Kiedy dostałem go do autoryzacji, przeczytałem w lidzie, że jestem przewodniczącym Młodzieżowej Rady Miasta (to się zgadzało) i gejem (to już niekoniecznie). To był ten moment, w którym zdałem sobie sprawę, że słowo gej mnie nie określa, bo jestem osobą niebinarną odczuwającą pociąg seksualny do mężczyzn, no, ale to by było za długie. 

A jak było wcześniej?

Wcześniej było tak, że kiedy - mając jakieś piętnaście lat - odkryłem, że pociągają mnie mężczyźni, byłem w związku z dziewczyną. Moja fascynacja mężczyznami ten związek oczywiście zakończyła, zresztą to właśnie moja dziewczyna pokazała mi Harry'ego Stylesa - to wystarczyło. Ale nadal się nie określałem, tylko eksplorowałem: od tindra do grindra, bardzo intensywnie, bo, jak sam wiesz, Poznań ma tu dużo do zaoferowania. Te homoerotyczne początki były zresztą naprawdę bardzo udane. Nie spotkało mnie nic niefajnego, same przyjemności. 

Bardzo trudno jest się z wami umówić.

Dominika: Jesteśmy pielęgniarkami, pracujemy na zmiany dzienne i nocne, po dwanaście lub dwadzieścia cztery godziny, co powoduje pewne kłopoty z uchwytnością.

Monika: Mamy po dwie prace, więc same musimy kombinować, żeby mieć w ogóle czas dla siebie.

Dominika: Ale to się udaje. Nauczyłyśmy się tak układać grafiki, żeby się po drodze nie zgubić i być jak najdłużej razem, bo bardzo lubimy być razem.

Monika: Wykorzystujemy każdą chwilę, choćby mijając się w szpitalu, gdzie ja przychodzę na nockę, a Dominika schodzi z dniówki.

Czyli pracujecie w tym samym poznańskim szpitalu?

Dominika: Tak, tylko dla mnie to jest podstawowa praca na etacie, na kardiologii, a dla Moniki dodatkowa.

Monika: Moja główna praca to pielęgniarstwo środowiskowe.

Jak długo jesteście parą?

Dominika: Ponad pięć lat.

Jak się poznałyście?

Monika: W pracy.


całość wywiadu w książce "Inny Poznań"

Liczba wyników na stronie
10
poprzednia strona
1 3 Strona 4