Dostępność
Rozmowy z osobami LGBT+, ich rodzinami i sojusznikami
Pominąłeś menu

menu

Michalina Wojdowska
Wjazd na nowe tory

młoda kobieta w stroju motorniczego stoi w tramwaju - grafika rozmowy
Michalina Wojdowska, fot. Grzegorz Dembiński
Michalina Wojdowska
Wjazd na nowe tory

O której wyjechałaś dzisiaj w trasę?

O piątej rano, a wstałam o drugiej, bo trzeba przecież wziąć prysznic, ubrać się, zebrać do wyjścia i potem dojechać nocnym z Jeżyc, gdzie mieszkam, tym razem na Franowo, a więc na drugi koniec miasta. Tam jak zwykle pobrałam kartę drogową, dość długo wędrowałam do wozu, bo to największa zajezdnia tramwajowa w Polsce. Potem musiałam sprawdzić, czy wszystko jest sprawne, i mogłam wyruszyć. I tak jeździłam prawie do czternastej, dlatego jestem bardzo głodna i zanim przyszedłeś, zamówiłam jedzenie.

Straszny mamy dzisiaj upał. Jak się w takim ukropie jeździ?

Tu akurat jest okej, bo większość tramwajów ma klimatyzację, a jeśli w którymś jej nie ma, w kabinach mamy specjalną wentylację. W "stopiątkach" - tych kanciastych, wagonowych tramwajach, które niedawno w Poznaniu pożegnaliśmy - były takie śmieszne wiatraczki. Dzisiaj trzeba mieć naprawdę pecha, żeby nie dostać tramwaju z klimą. Jak widzisz, nie jest źle.

Dlaczego zostałaś motorniczą?

Wpadłam na ten pomysł, będąc nastolatką. Rozważałam też kolej, ale ostatecznie wybrałam tramwaje, więc mniejsze prędkości i ruch drogowy. Myślę, że wzięło się to trochę z zainteresowań i trochę z rozsądku. To praca, którą nie tylko lubię, ale daje mi też poczcie stabilizacji.

Bardzo dojrzała decyzja. Ile masz lat?

Dwadzieścia cztery.

Bardzo młoda dziewczyna!

Często słyszę to w pracy, tym bardziej że uprawnienia na jazdę tramwajem można w ogóle zdobyć dopiero po skończeniu dwudziestu jeden lat. Z tego powodu wielu miłośników komunikacji bardziej niż na osiemnastkę czeka na dwudzieste pierwsze urodziny. Uprawnienia zdobyłam w zeszłym roku: kurs zaczęłam we wrześniu, egzamin zdałam w grudniu, papiery odebrałam w styczniu i od lutego jeżdżę.

Całkowity koszt kursu, który nie jest tani, pokrywa przyszły pracodawca, gwarantując tym samym - po zdobyciu uprawnień - pracę, a ja w zamian zobowiązuję się pracować w MPK przez minimum trzy lata.

Po wyjeżdżeniu z instruktorem sześćdziesięciu godzin w tramwajach, które są specjalnie do tego przygotowane, egzaminy przeprowadza, tak samo jak na kierowcę samochodu, WORD - Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Poznaniu.

Gładko poszło?

Poszło dobrze, choć miałam podczas kursu chyba wszystkie możliwe sytuacje, jak z symulatora - kolumnę pieszych, starszą osobę przechodzącą na czerwonym i tym podobne niespodzianki. Dlatego kiedy zaczęłam jeździć już sama, największym wyzwaniem było okiełznanie strachu związanego z prowadzeniem wielkiego, pełnego ludzi pojazdu w pełnym ludzi i pojazdów mieście. Tym bardziej że początkowo tym pojazdem była wspomniana już "stopiątka", produkowany w Chorzowie Konstal 105Na, tramwaj w Polsce ikoniczny, ale potrzebujący już zasłużonej emerytury.

Inaczej jest oczywiście w tych najnowszych tramwajach, którymi się kieruje ręką za pomocą przypominającego dżojstik nastawnika. Ale moim ulubionym modelem jest Tatra RT6 - charakterystyczny dla Poznania i produkowany częściowo w Cegielskim na czeskiej licencji "skrzypiący" tramwaj, który jest niewygodny dla pasażerów, a dla osoby kierującej to bajka, sam jedzie. Ten model też już niedługo zniknie z naszych ulic.

Jeździ się różnymi tramwajami na różnych trasach?

Tak, jeździ się różnymi tramwajami, oczywiście tymi, na których jest się przeszkolonym, oraz różnymi trasami. Dzisiaj byłam w czynnej rezerwie, co oznacza, że czekałam na pętli w gotowości, by wyjechać na trasę, jeśli z jakiegoś powodu - awarii, wypadku czy zabrudzenia - trzeba z niej zdjąć kursujący tramwaj. Natomiast jutro będę jeździła czternastką i piętnastką. Jednak moją ulubiona trasą, zresztą nie tylko moją, jest szesnastka. Lubię nią jeździć na Simensie Combino.

Dla nas, motorniczych, to trasa premium, bo na sporych odcinkach można jechać szybko (czyli do pięćdziesięciu kilometrów na godzinę), jest dużo zieleni, w centrum piękna architektura, po drodze most na Warcie i, co ważne, trudno na niej złapać opóźnienie. Bardzo, jako rodowita Poznanianka, lubię tę trasę.

Motorniczą zostałaś już po tranzycji?

Tak, i w sumie nikomu nie mówiłam, że jestem transpłciowa. Powiedziałam tylko na etapie formalności związanych z medycyną pracy, bo pytanie o miesiączkę mnie nie dotyczy. Dane też już miałam sądownie zmienione, więc wszystko poszło sprawnie.

Nie jesteś jedyną osobą LGBT+ w firmie, prawda?

Prawda, trochę nas jest, z częścią się znamy. Oczywiście niektórzy są bardziej widoczni, inni mniej, jeszcze inni w ogóle - każdy według własnego uznania i myślę, że tak jest okej.

Nie obawiasz się negatywnych konsekwencji po tej rozmowie?

Nie, dlaczego? Jeśli ktoś ma problem z moją transpłciowością, to jego problem, nie mój. W MPK zresztą staramy się unikać rozmaitych tematów, które mogłyby powodować kontrowersje. Jesteśmy motorniczymi i naszym zadaniem jest kierowanie tramwajem. Czy jako transpłciowa kobieta robię to gorzej od innych? Niech sobie każdy żyje, jak chce. Mam, jak widzisz, identyfikator zawieszony na smyczy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a ktoś inny na smyczce Ruchu Obrony Granic i wszyscy pracujemy w tej samej firmie.

Czyli dobrze ci w MPK?

Bardzo, nigdy nie odczułam dyskryminacji i mam nadzieję, że to się nie zmieni. Najważniejszą zasadą w mojej pracy, o której mówiono również dużo na szkoleniu BHP, jest zasada zdrowego rozsądku - i w trasie, i poza nią. To chyba nieźle u nas działa.

Osiem lat temu wybuchła afera związana z tęczowymi flagami, które na zamówienie Grupy Stonewall załopotały na tramwajach. Na krótko, bo zaprotestowała przeciwko nim grupa motorniczych. Pamiętałaś o tej historii, idąc do tej pracy?

Pamiętałam, nawet mam jedną z tych flag, ale to dla mnie zamknięty rozdział. Wydaje mi się, że takie przedsiębiorstwo jak MPK powinno, słusznie, zachowywać neutralność i unikać wszelkich wzbudzających kontrowersje i konflikty sytuacji, bo służy wszystkim mieszkańcom miasta.

Kiedy dała o sobie znać twoja queerowa tożsamość?

W czasie dojrzewania, miałam jakieś piętnaście lat. To było, pamiętam, w okolicy tej parady, w której wziął udział pierwszy raz prezydent Jacek Jaśkowiak. Poszłam na nią, nie do końca wszystko rozumiałam, ale szłam w to. A potem przyszedł covid, osiemnaste urodziny, wraz z nim dorosłość i już poważne decyzje o tranzycji - najpierw przyjmowanie hormonów, potem sprawy urzędowe. Choć wszystko było w sumie nie tak dawno, wydaje mi się zamierzchłą przeszłością. Jestem już w zupełnie innym miejscu, planuję dalsze życie. Nie wracam do tego, co było.

Myślę, że jest coś bardzo fajnego w tym, że jesteś młodą osobą po tranzycji, pracujesz sobie jako motornicza w miejskiej spółce, opowiadasz mi otwarcie, bez obaw, swoją historię - taki Poznań to ja rozumiem!

Zdradzę ci mój sposób na to, żeby było fajnie, który na pewno dla wielu osób LGBT+ będzie bardzo kontrowersyjny.

Zamieniam się w słuch.

Przestałam się afiszować.

Ulubiony postulat konserwatystów!

Ale nie w takim sensie, że żyję "w domu po kryjomu", że prowadzę podwójne życie i się czegoś boję. Nie o to chodzi. Jestem transpłciowa, proszę bardzo, ale, wiesz, nie chodzę codziennie z tęczową flagą na tiszercie, nie mówię innym, co mają myśleć, i to chyba działa całkiem dobrze. Dzisiaj, jak widzisz, mam tiszert z polskim orłem, bo mamy święto Wojska Polskiego. I nie noszę go dla beki, bo kocham mój kraj. Myślę, że świat nie jest taki czarno-biały, jak się wielu wydaje, i że możemy być różni w sposób cywilizowany.

Wszystko, co opowiadasz, jest takie akuratne, racjonalne, optymistyczne i pozbawione wielkiego dramatu.

Były dramaty, były trudności - nie powiem, że nie. Trzeba było przez to przebrnąć. Rodziców mam bardzo wspierających, kochają mnie, dumni są z córki, ale musieliśmy przejść wspólnie długą drogą i wjechać na nowe tory, żeby normalnie żyć, bo przecież w związku z moją transpłciowością nie wyrosła mi dodatkowa para uszu. Jestem normalnym człowiekiem. Dla mnie i taty ta normalność to choćby wspólne chodzenie na mecze Lecha, któremu bardzo kibicujemy.

A jak było z przyjaciółmi, znajomymi?

Już w liceum, czy potem niecały rok na studiach, mówiłam zawsze otwarcie, kim jestem, więc ci, którzy mieli problem z transpłciowością, naturalnie odpadali, a ci, którzy nie mieli, zostawali. Ale to, muszę powiedzieć, nie jest w moim pokoleniu zetek jakiś wielki problem. Dla nas bycie osobą queerową nie jest niczym nadzwyczajnym, dlatego wiele osób reagowało po prostu wzruszeniem ramion.

A jak było z wykładowcami?

Powiem tak, studiowałam na Wydziale Historii UAM, więc się domyśl.

Czyli konserwatywny hardkor. Dlatego rzuciłaś te studia?

Nie. Rzuciłem je, bo zrozumiałam, że uniwersytet nie jest dla mnie, że wolę być klasą pracującą.

Czujesz się częścią queerowej społeczności Poznania?

Jasne. Kiedyś czułam się w niej mocniej, bo częściej bywałam choćby w Lokum, w którym siedzimy. Dzisiaj jestem tu rzadziej z racji trybu pracy - i godzin, i tego, że muszę być osobą wypoczętą oraz trzeźwą, co ogranicza znacząco imprezowanie. Tramwaj sam skoro świt z zajezdni nie wyjedzie.

W Poznaniu mamy wielkiego producenta tramwajów o nazwie Modertrans, co jest powodem wielu żartów w kontekście LGBT+. Bawią cię?

Nieustannie, nie tylko zresztą mnie. Na Instagramie jest założony przez osoby transpłciowe profil Transgender Trucks, gdzie wrzucane są zdjęcia wszelkich pojazdów firm transportowych, które mają w nazwie "trans". Jest tam również Modertrans, którego tramwajami jeżdżę. Jeśli więc chodzi o "trans", mam na to podwójne papiery, prywatnie i zawodowo.

Do góry