Dostępność
Rozmowy z osobami LGBT+, ich rodzinami i sojusznikami
Pominąłeś menu

menu

Kacper Kałużny
Amazing Poznań

młody mężczyzna w okularach na tle ściany z neonowym napisem - grafika rozmowy
Kacper Kałużny, fot. Grzegorz Dembiński
Kacper Kałużny
Amazing Poznań

Kiedy się poznaliśmy, pierwsze, co przyciągnęło mój wzrok, to twoje długie i pomalowane paznokcie.

Zawsze lubiłem mieć zadbane paznokcie, zawsze interesowałem się kosmetykami, więc te moje niestandardowe u faceta paznokcie są, można powiedzieć, tego rezultatem. W Koninie, skąd jestem, nie mogłem sobie na nie pozwolić, wiadomo. Kiedy przeprowadziłem się do Poznania i poczułem większą wolność, stwierdziłem, że spróbuję. Zacząłem od tego, że delikatnie sobie coś nakładałem, żeby paznokcie się błyszczały, a skończyło się na przedłużanych paznokciach. Tak przedłużanych, że wszystkie koleżanki w pracy miały krótsze. Dzisiaj moje są krótsze, ale nadal zauważalne.

Jak ludzie na nie reagują?

W pracy, a miałem ich kilka, spotykałem się i spotykam z pozytywnym odbiorem, szczególnie ze strony kobiet, które lubią mnie komplementować i wypytywać, dodając, że same by takich chciały. Kiedy pracowałem w branży beauty, moje paznokcie były wręcz dodatkowym atutem. Komentarze zdarzają się też w mediach społecznościowych. Ludzie pytają, co to za paznokcie, dlaczego je mam. Pytają też o to czasami pod zdjęciami wrzuconymi do sosziali przez mojego chłopaka, Arka. Zainteresowanie więc jest i nigdy nikt nie powiedział do mnie niczego negatywnego prosto w oczy.

Nawet na stadionie Lecha, gdzie chodzicie z Arkiem na mecze?

Nawet tam, choć widzę czasem po wyrazie twarzy niektórych, wpatrujących się w moje paznokcie, że są, że tak powiem, zaintrygowani. Kiedy nosiłem je znacznie dłuższe i pomalowane, robiłem furorę wśród kasjerek w sklepach, wykładając towar na taśmę. Ale czasy się zmieniają i dzisiaj pomalowane paznokcie u facetów nie robią już wielkiego wrażenia, na pewno nie w Poznaniu.

Mamie się spodobały?

Tak, kiedy zobaczyła je pierwszy raz, powiedziała, że też by takie chciała mieć, chociaż pewnie wolałaby, żeby moje były trochę krótsze. Nigdy mi natomiast tego nie powiedziała, nie domagała się ich skrócenia, bo mnie wspiera, zawsze jest po mojej stronie. Podobnie jak mój chłopak, który nigdy mi nie powiedział, że to mu przeszkadza, choć podejrzewam, że wolałby krótsze.

A z czego one właściwie są, te twoje paznokcie?

Kiedy je przedłużałem, były żelowe. W specjalnej formie nakłada się żel, który jest potem utwardzany pod lampą i malowany na dowolny kolor, w moim przypadku zawsze zbliżony do koloru naturalnej płytki paznokcia.

Funkcjonowanie z nimi to duże wyzwanie?

To kwestia przyzwyczajenia - są i minusy, i plusy. Trudno jest na przykład nimi podnieść monetę, ale są idealne do przewracania boczku na patelni!

Są elementem twojej queerowej ekspresji?

Szczerze powiedziawszy, nigdy tak o tym nie myślałem, ale jak mnie teraz pytasz, to pewnie tak. Na pewno czuję się bardziej queerowo z tymi paznokciami, chociaż są i inne elementy wizualne mogące na to wskazywać.

Kiedy się te queerowe elementy pojawiły w twoim życiu?

Nie pamiętam dokładnie, kiedy sobie uświadomiłem, że jestem gejem, ale zacząłem się z tym utożsamiać w szkole średniej. I to był proces, bo najpierw wydawało mi się, że jestem bi - miałem relacje heteroseksualne, a nawet dziewczynę, z którą do dzisiaj mam bardzo dobry kontakt. Z drugiej strony już w gimnazjum czułem podskórnie, że jestem inny. A może nawet już w podstawówce, choć wtedy to nie ja coś czułem, nie byłem świadomy niczego. Świadomi byli za to, na to wychodzi, inni, którzy mnie przezywali czy popychali, co nie było trudne, bo zawsze byłem bardzo szczupły.

Mówiłeś o tym w domu?

Mówiłem i moja waleczna mama od razu ruszała do szkoły, domagając się ukarania winnych.

Rodzice domyślali się powodów?

Nie wiem. Kiedy dużo później zrobiłem coming out, mama powiedziała, że może kiedyś coś pomyślała, ale jest zaskoczona, co mnie z kolei zaskoczyło, bo wydawało mi się, że to jest oczywiste.

Masz rodzeństwo?

Tak i nie, bo jestem jedynakiem, ale mam przyszywane rodzeństwo. Mama ma siostrę w moim wieku, która teoretycznie jest moją ciocią, a w praktyce była jak siostra i mamy super kontakt do dzisiaj. Do tego trzeba dodać jeszcze dwie córki partnera mojej mamy. Jedna jest w moim wieku, poznaliśmy się jeszcze w gimnazjum i to w sumie przez nas rodzice się spotkali i do dziś są w związku.

Z mamą wydajesz się mieć supermocną relacją.

Jest moją najlepszą przyjaciółką - zawsze mogłem jej wszystko powiedzieć. No, prawie wszystko. Natomiast z ojcem mieliśmy różne okresy, na co wpływ miał na pewno rozwód rodziców, kiedy byłem w gimnazjum. Był więc czas, gdy mieliśmy dobre kontakty, i były czasy, gdy mieliśmy złe kontakty. Teraz właściwie prawie nie mamy kontaktu.

Dlaczego?

Kiedy zdałem sobie sprawę z mojej orientacji i tego, co się w związku z nią wydarzało. Kiedy przypomniałem sobie, jak ojciec i inne osoby z jego rodziny reagowali na gejów w telewizorze, jakiego używali języka, także w stosunku do mnie, poczułem, że nie mogę tego akceptować. Mama, kiedy słyszała jakiekolwiek wulgarne, homofobiczne odzywki, jeszcze zanim się dowiedziała, że jestem gejem, zawsze reagowała tak samo: "Nie mów tak!" - mówiła krótko. A wracając do ojca, doszedłem w życiu do punktu, w którym stwierdziłem, że jeśli ktoś mnie nie akceptuje i nie szanuje za to, kim jestem, to nie ma co udawać. Lepiej nie mieć kontaktu, to jest chyba uczciwsze. Dodam od razu, że nigdy nie rozmawiałem otwarcie z ojcem o mojej orientacji, a dowiedział się o niej z fejsbuka.

Do tego zaraz przejdziemy, ale ciekawi mnie jeszcze, czy eksplorowałeś gejowski świat Konina?

Nie bardzo, dopiero teraz, po latach, dowiaduję się z fejsa i insta, że ten jest gejem, tamten jest gejem. Wtedy nic nie wiedziałem, długo myślałem, że jestem jedyny.

Zaraz, zaraz! Urodziłeś się przecież w roku 1998, więc nastolatkiem byłeś w drugiej dekadzie XXI wieku, kiedy były już dobrze rozwinięte internety.

Tylko że ja byłem raczej typem bardziej wycofanym, ostrożnym, nadwrażliwym. Nigdy bym się nie odważył na pierwszy krok, choć wszystko buzowało. W końcu odważył się mój kolega, miałem wtedy osiemnaście lat. Związek z dziewczyną był już skończony. Podobnie jak moje myślenie o tym, że jestem bi. Zacząłem nowy rozdział w życiu, co się również wiązało z przeprowadzką do Poznania.

W Koninie nie było fajnie?

Było, ale do pewnego wieku. Miałem tam dużo znajomych, super przyjaciół. Trzymaliśmy się razem, imprezowaliśmy, uczyliśmy się. Poza tym dużą część czasu zabierał mi taniec nowoczesny, który przez kilka dobrych lat trenowałem w Konińskim Domu Kultury. Bardzo to lubiłem, ale niestety ten rozdział mojego życia skończył się dość dramatycznie, bo się połamałem - złamałem trzon kości udowej z przemieszczeniem. Jeździłem na wózku i musiałem się właściwie nauczyć chodzić od nowa, więc na tancerza już się nie nadawałem.

To jak to było z tym fejsbukowym wyjściem z szafy w 2023 roku?

Mój partner wstawił na fejsa post - nasze zdjęcie, na którym siedzimy na stadionie Lecha, trzymając się za ręce, i dopisek: " (Nie) łączy nas piłka, ale zabrałem go na mecz", plus serduszka. Arek zapytał, czy może wrzucić taki post, powiedziałem, że tak, i dopiero po meczu zdałem sobie sprawę, że to jest właściwie mój publiczny coming out.

Kto wcześniej wiedział?

Mama i dziadkowie - rodzice mamy, i partner mamy z jego rodziną.

Jaka była reakcja niewiedzących na ten post?

Leciały lajki i serduszka, nawet od rodziny ojca, ale nie od niego.

Nie zadzwonił?

Nie, co też jest przecież reakcją. Negatywną. I to mnie oczywiście boli.

Powiedziałeś, że mama już wiedziała. Skąd?

Ode mnie. Kiedy się wyprowadziłem do Poznania, zaprosiłem ją na weekend z postanowieniem, że czas już jej powiedzieć. Przyjechała, odebrałem ją z dworca i zabrałem do mieszkania na Winogradach, które wynajmowałem z przyjaciółką. Usiedliśmy, byłem strasznie zdenerwowany, mama to czuła, więc też się denerwowała. Siedzieliśmy jak na szpilkach, aż w końcu powiedziałem: "Jestem gejem". Popłakaliśmy się, otworzyliśmy po browarze, długo rozmawialiśmy, a potem poszliśmy do Dużego Lokum na Półwiejskiej, nieistniejącego już queerowego klubu, który prowadził Arek Kluk.

W Poznaniu od początku studiowałeś i pracowałeś?

Tak, taki był warunek mojej wyprowadzki. Mama powiedziała, że oczywiście wesprze mnie, jak tylko będzie mogła, ale to jest za mało na utrzymanie mnie w Poznaniu, więc musiałem od razu znaleźć pracę. Od rana do popołudnia studiowałem, a od popołudnia do wieczora pracowałem. Najpierw oczywiście w gastro.

Poznań był naturalnym wyborem dla chłopaka z Konina?

Tak, bo wiadomo, blisko, dobre uczelnie, ale też wpływ na ten wybór miało to, że byli już w Poznaniu moi znajomi, którzy rok wcześniej zrobili maturę, bo kończyli licea, a ja technikum, więc uczyłem się rok dłużej. Oni przetarli już ścieżki i do nich dołączyłem.

Co to było za technikum?

Będące częścią Zespołu Szkół im. Mikołaja Kopernika. Wybrałem technikum o specjalności hotelarstwo, które skończyłem z tytułem technik hotelarstwa, i w Poznaniu poszedłem na towaroznawstwo na Uniwersytecie Ekonomicznym.

Dlaczego nie na hotelarstwo czy turystykę?

Bo hotelarstwo było zwykle na prywatnych uczelniach, na które nie było mnie stać. A poza tym interesowałem się już wtedy bardzo kosmetykami i chciałem studiować coś w tym kierunku. Okazało się, że na Uniwersytecie Ekonomicznym jest taka specjalizacja na studiach drugiego stopnia właśnie na towaroznawstwie, ale żeby pójść na drugi stopień, trzeba zrobić najpierw pierwszy - tak trafiłem na towaroznawstwo, które skończyłem. Naprawdę dużo się tam nauczyłem, ale na drugi stopień już nie miałem czasu, bo porwało mnie życie.

Kiedy się zaczęła ta kosmetyczna pasja?

Już w gimnazjum zacząłem malować mamę i koleżanki, a że jestem gejem, to koleżanek miałem mnóstwo. Tak nabierałem wprawy, uczyłem się makijażu, zdobywałem wiedzę o kosmetykach, a w Poznaniu sam zacząłem się malować i do dzisiaj robię sobie delikatny makijaż.

Zacząłeś też profesjonalnie malować innych?

Na początku malowałem kobiety z okazji różnych wydarzeń okolicznościowych, a potem zaaplikowałem do Sephory. Myślałem, że to będzie jakieś pół etatu, dzięki któremu zdobędę doświadczenie i będę miał dostęp do lepszych, droższych kosmetyków. Skończyło się na pełnym etacie w Sephorze w Posnanii, gdzie zacząłem od konsultanta-makijażysty, a skończyłem jako kierownik sali sprzedaży i specjalista. Pracę w sklepie mniej lubiłem, najbardziej interesowała mnie część szkoleniowa związana z makijażem, gdzie Sephora daje ogromne możliwości nauki od najlepszych, wyjazdów, dostępu do topowych kosmetyków. Udało mi się z tego niejednokrotnie skorzystać, z wyjazdem szkoleniowym do Paryża włącznie.

To dlaczego po trzech latach odszedłeś z Sephory?

Bo musiałem zdecydować: albo Sephora, albo stworzenie własnego biznesu z Arkiem. Zdecydowałem się na to drugie i jesienią zeszłego roku otworzyliśmy Los Maricones, nasz gejowski bar na gejowskich Jeżycach.

Otworzyliście go nie tylko jako partnerzy biznesowi, ale jako para. Od kiedy?

Poznaliśmy się podczas imprezy we wspomnianym Lokum na Półwiejskiej, gdzie zabrałem mamę zaraz po tym, jak zrobiłem coming out. Wiedziałem oczywiście, że Arek jest jego menadżerem i prezesem Grupy Stonewall, uczestniczyłem w organizowanych przez niego paradach równości w Poznaniu. Była to klasyczna relacja cześć-cześć. Ale w 2023 roku coś zaczęło między nami iskrzyć, przychodziłem coraz częściej do Lokum, już nowego w Zamku, i kiedy zaprosiłem Arka do domu na kolację, został na śniadanie. Kilka miesięcy później zamieszkaliśmy razem i tak jest do dzisiaj. Miałem po drodze różne romanse, a to jest mój pierwszy poważny związek.

Mama polubiła Arka?

Bardzo, mają fajną relację. Ja z rodzicami Arka podobnie. Mama z rodzicami Arka też się zna i kiedy wszyscy przyjeżdżają do Poznania, miło spędzamy czas. Mieszkamy w tej samej jeżyckiej kamienicy, w której mamy bar, więc schodzimy do pracy w kapciach. I kiedy odpalamy nasz neon, włączamy muzykę, zaczynają się schodzić ludzie, sączymy koktajle i się śmiejemy, to myślę sobie, że queerowy Poznań jest naprawdę amazing.

Do góry