Dostępność
Rozmowy z osobami LGBT+, ich rodzinami i sojusznikami
Pominąłeś menu

menu

Bartłomiej Sosnowski
Siła wspólnoty

młody mężczyzna z jasnymi włosami i w okularach na tle muralu - grafika rozmowy
Bartłomiej Sosnowski, fot. Grzegorz Dembiński
Bartłomiej Sosnowski
Siła wspólnoty

Co może radny osiedlowy?

Reprezentować interesy mieszkańców.

Na czym ta reprezentacja polega?

Na tym przykładowo, że kiedy miasto planuje jakiś projekt - czy to budowę chodnika, czy zmianę trasy tramwajowej - pyta nas o zdanie, a my, wybrani w wyborach reprezentanci, ustosunkowujemy się do tych planów. Możemy je poprzeć, sprzeciwiać się lub postulować modyfikacje poprzez nasze uchwały, które są de facto opiniami. Miasto może je wziąć pod uwagę albo nie - dobrą praktyką jest jednak szanowanie opinii wydawanych, podkreślam, w imieniu mieszkańców. W moim przypadku mieszkańców Jeżyc. Rada może też wychodzić z własnymi inicjatywami i zgłaszać problemy, jak uciążliwy hałas czy miejsca niebezpieczne, wymagające większej uwagi.

Pieniędzmi jakimiś dysponujecie?

Tak, choć niewielkimi w skali budżetu całego miasta. Pozwalają one jednak na sfinansowanie części remontów czy organizowanie kilku wydarzeń społeczno-kulturalnych rocznie, na przykład Lata na Jeżycach. Warto dodać, że te środki pochodzą między innymi ze stref płatnego parkowania na naszym osiedlu.

Mieszkańcy zainteresowani są wyborami do rad osiedli?

W ostatnich wyborach frekwencja na Jeżycach wyniosła około czterech procent, jest więc bardzo niska, ale się nie zniechęcamy i liczymy, że będzie rosła. Trzeba jednak wykonać jeszcze dużo pracy i pokazywać mieszkańcom, że mamy nie tylko wybory na prezydenta miasta i do rady miasta, ale także do rad osiedli - najbliższych przecież naszemu codziennemu życiu. Można powiedzieć, że zajmujemy się często niewielkimi sprawami, które składają się na większą całość, na to, że całe osiedle jest wygodniejsze i przyjemniejsze do życia, bo jest równy chodnik, bo mamy stojak rowerowy, bo jest posadzone drzewo, bo jest fajny plac zabaw czy wygodna ławka.

Jesteś radnym pierwszy raz?

Tak, to moja pierwsza kadencja, mija właśnie jej trzeci rok. Wszystko zaczęło się właściwie od przypadkowego spotkania na ulicy z osobą, która kandydowała do rady. Wtedy dowiedziałem się, że jest coś takiego jak rady osiedli, i się tym zainteresowałem. Poszedłem kilka razy na sesję Rady Osiedla Jeżyce, bo posiedzenia są otwarte, zacząłem poznawać zaangażowane osoby, aż w końcu, za namową Adama Dzionka, przewodniczącego Zarządu Rady Osiedla Jeżyce, postanowiłem kandydować.

To jest praca społeczna, prawda?

Zgadza się, mamy tylko wypłacane diety, które mają pokryć koszty związane z działalnością radnego.

Jesteś rodowitym Jeżyczaninem?

Jak wielu jestem przyjezdny. Przyjechałem do Poznania na studia z Inowrocławia w 2012 roku i (z małym skokiem w bok do Warszawy) zostałem. Studiowałem stosunki międzynarodowe o specjalizacji dyplomatycznej na UAM, bo planowałem zostać dyplomatą. Z tego właśnie powodu wyjechałem po skończeniu studiów licencjackich do Warszawy, żeby kontynuować studia magisterskie na UW, bo w stolicy są instytucje, w których mogłem odbyć interesujące mnie staże - najpierw w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, a potem w Kancelarii Prezydenta. Było to bardzo ciekawe doświadczenie, dużo się nauczyłem.

Wróćmy do Poznania. Dlaczego akurat tu przyjechałeś na studia?

Bo dobry uniwersytet, bo blisko Inowrocławia i, co ważne, bo tu przyjechali znajomi z liceum, więc nie byłem sam w obcym mieście. Zamieszkaliśmy na Łazarzu i zaczęliśmy nowe życie, w ramach którego udało mi się wyjechać na semestr na Erasmusa do Gandawy.

Piękne miasto.

Przepiękne, to prawda, aczkolwiek muszę ci powiedzieć, że ten wyjazd pozwolił mi jeszcze bardziej docenić Poznań i szerzej Polskę. W ogóle takie wyjazdy pozwalają, myślę, docenić miejsca, z których pochodzimy, spojrzeć inaczej na nasze domy.

Ty z jakiego domu jesteś?

Szczęśliwego, pełnego, ciepłego. Miałem bardzo udane dzieciństwo - tato prowadził firmę, a mama była ze mną, bratem i siostrą w domu. Jestem najmłodszy z rodzeństwa.

Pieszczoch mamusi?

Oczywiście.

I kujon?

Dobrze się uczyłem, tak bym powiedział. Jestem pierwszą osobą z rodziny, która poszła na studia stacjonarne.

Na studia w Poznaniu, to już ustaliliśmy. Z mieszkaniem na Łazarzu, to też wiemy. A kiedy i jak znalazłeś się na Jeżycach?

Ponad dekadę temu. Warszawa była super, ale nie da się żyć z bezpłatnych staży. Poza tym nie jestem raczej typem karierowicza, tylko społecznika, dlatego zostawiłem tych kilka metrów kwadratowych Za Żelazną Bramą i po trzech latach wróciłem do Poznania.

Do chłopaka?

Poznaliśmy się na zorganizowanej przeze mnie przed wyjazdem do Warszawy imprezie pożegnalnej. Adam przyszedł wtedy z kimś, a nasza relacja zaczęła się później, na jakiś rok przed moim powrotem do Poznania. Był to początkowo związek na odległość. Zresztą dobrze działający, bo dwie i pół godziny pociągiem to niedużo, można zatęsknić za sobą, a że mieliśmy mieszkania i w Warszawie, i w Poznaniu, korzystaliśmy z tego. W końcu postanowiłem wrócić. Chyba mogę powiedzieć, że również dla Adama. Wtedy już na Jeżyce, bo Adam tu mieszkał - na Jeżycach przy Jeżyckiej.

Dobry wybór?

Chłopaka? Tak. Jeżyc? Też. To jest rzeczywiście najfajniejsza dzielnica Poznania, właściwie miasteczko w mieście. Za to najbardziej lubię Jeżyce. Mamy swój rynek, kino, teatr, restauracje, bibliotekę, fryzjera, bary, sklepy i wszelkie punkty usługowe. Wszystko jest na miejscu. Gdyby się uprzeć, można Jeżyc nie opuszczać. Mogę śmiało powiedzieć, że tu jestem u siebie. Również dlatego, że Jeżyce są takie tęczowe, nasza społeczność jest tu duża i zauważalna. Na wielu balkonach wiszą tęczowe flagi, na naszym, w czerwcu, w okresie Poznań Pride, też. Mamy mnóstwo knajpek, które prowadzą queerowe osoby, mamy gejowski bar - Los Maricones. W ogóle mam wrażenie, że jesteśmy w Poznaniu widzialni nie przez jakieś wielkie hasła czy manifestacje, choć marsz mamy wspaniały, ale bardziej poprzez codzienną obecność, pracę organiczną, społecznikostwo, prowadzenie biznesów. Jest mi to bardzo bliskie.

Coś byś na Jeżycach zmienił?

Dodawałbym nieustannie zieleni, której mamy stosunkowo mało, bo Jeżyce są gęsto zabudowane. Dlatego tak mnie cieszy zaplanowana na ten rok przebudowa ulicy Kościelnej, tak zwanej owalnicy - od tunelu do Wąskiej. Kościelna na tym odcinku ma się stać zieloną, rekreacyjną przestrzenią, idealną na potańcówkę, kino plenerowe czy zjazd food trucków. To będzie naprawdę widoczna zmiana.

A ty kiedy stałeś się widoczny?

O tym, że jestem gejem, pierwsza dowiedziała się siostra i kiepsko to przyjęła, więc dałem jej sporo materiałów edukacyjnych. Z czasem było coraz lepiej, aż w końcu została moją wielką sojuszniczką. Coming out przed znajomymi zrobiłem w liceum - I Liceum Ogólnokształcącym w Inowrocławiu - i muszę powiedzieć, że to było chyba bardziej problematyczne dla mnie niż dla nich. Oni mnie właściwie popchnęli dalej, żebym się nie bał, był sobą. Nabrałem wtedy wiatru w żagle. Zacząłem eksplorować gejowskie życie i do Poznania przyjechałem już z chłopakiem. Rodzicom powiedziałem, będąc na studiach, a właściwie to powiedziałem mamie, która jak prawie każda matka od razu dodała, żeby nie mówić ojcu, bo trzeba go na to przygotować, więc tato dowiedział się kilka lat później.

Jak zareagował?

Milczeniem, długim milczeniem. Spakowałem więc manatki i wróciłem do Poznania. Tato, podobnie jak wcześniej siostra i mama, potrzebował czasu. I ja to szanuję, ale też nie mogę udawać, że nie jestem gejem. Mama była między młotem a kowadłem, prowadziła ciągłe rozmowy pokojowe. Tato musiał to wszystko rozkminić w swoim czasie. W końcu pojechaliśmy z Adamem do rodziców na święta. Dzisiaj tato uwielbia mojego chłopaka. Żartuję nawet, że gdyby musiał wybrać między mną a Adamem, wybrałby Adama.

Jak długo jesteście razem?

W tym roku stuknęło nam dziesięć lat. Dziesięć dobrych lat, bo dobrze nam razem i dobrze nam w Poznaniu. Pracujemy w korpo, mamy dość uregulowane życie od poniedziałku do piątku. Sobota to oczywiście dzień gospodarczy - sprawunki, sprzątanie mieszkania, obiad i już się trzeba szykować na wieczorne wyjście. Lubimy spotykać się na domówkach ze znajomymi, lubimy DKF-y w Zamku i spacery nad Rusałką. Z kolei kiedy Adam coś tłumaczy, bo jest z wykształcenia filologiem fińskim, ja gram w gry komputerowe, ale nadal jesteśmy razem, bo mamy wspólne, podwójne biurko. Tak sobie myślę, że gdybyśmy nie byli parą, bylibyśmy przyjaciółmi.

Społeczność LGBT+ ma w waszym życiu duże znacznie?

Życie w mieście z tak dużą społecznością LGBT+, tak otwartym i różnorodnym, powoduje, że komfort tego życia jest zupełnie inny. Ma to pewnie jeszcze większe znaczenie, kiedy jest się młodą osobą, dopiero odkrywającą i eksplorującą swoją tożsamość. Wtedy szczególnie ważne są te flagi na balkonach, o których mówiliśmy, te queerowe osoby w knajpach, w kinie i w szkole, te coming outy i opowieści osób LGBT+, pełniących rozmaite funkcje publiczne. To jest właśnie nasza poznańska normalność.

Jest nią również chyba to, że twoje bycie gejem nie było żadnym tematem, kiedy angażowałeś się w Radę Osiedla Jeżyce.

To prawda, nie ma to w Poznaniu żadnego znaczenia, że ojej, kandyduje gej! To jest wielkie osiągnięcie. Widać to zresztą na każdym kroku. W naszej wspólnocie mieszkaniowej organizujemy z sąsiadką dwa razy w roku spotkania integracyjne - każdy coś przynosi do jedzenia i picia, włączamy muzykę, jest bardzo miło. Dzięki temu poznaliśmy się, nie jesteśmy dla siebie anonimowi, wszyscy wiedzą, że jesteśmy z Adamem parą. Bardzo lubię takie poczucie wspólnotowości, pracy u podstaw, zmieniania na lepsze tego, co wokół. Lubię dawać coś najbliższym wspólnotom i mam poczucie, że dostaję od nich wiele w zamian. Wierzę, że małe społeczności mają wielką siłę. To jest także przykład poznańskiej społeczności LGBT+, choć ta już nie jest wcale taka mała.

Do góry